Nie mogłam się doczekać aż skończę szkołę, aby móc iść do policealnej fryzjerskiej. Byłam zdeterminowana, żeby zostać fryzjerką. Od dzieciństwa robiłam fryzury wszystkim moim lalkom. Dlatego też, gdy tylko otrzymałam świadectwo, poszłam złożyć papiery do wymarzonej szkoły. Gdy dowiedziałam się, że mnie przyjęto, byłam taka szczęśliwa.

Praca na główkach treningowych

główki treningoweNa początku zajęcia rozpoczynały się od zgłębiania teorii. Każdy z nas musiał dowiedzieć się wszystkiego na temat rodzajów cięć, pielęgnacji włosów oraz środków do poszczególnych typów włosów i skóry głowy. Dopiero później przeszliśmy do zajęć praktycznych. Baliśmy się ich trochę, bo początki bywają trudne. Jednak nie było się czego obawiać, ponieważ główki treningowe ułatwiły nam pracę i sprawiły, że nie musiałyśmy ćwiczyć na człowieku. Takie główki to jakby duże głowy lalek barbie, z tym, że o wiele wyższej jakości. Włos zachowywał się jak naturalny, można było go modelować za pomocą lokówek i falownic, od temperatur nic złego się z nimi nie działo. Ja na początku trenowałam na nich cięcie, ponieważ musiałam nauczyć się, w jaki sposób trzymać nożyczki i pod jakim kątem ciąć. Dla wielu może wydawać się to dziwne, jednak kąt pod którym trzymamy dłonie jest niezwykle ważny. Nauczyłam się robić pazurki, cieniowanie i równe cięcia. Główka długo mi służyła i dzięki niej mogłam zgłębić tajniki pracy fryzjera bez konieczności wykonywania prób na innych.

Nasza szkoła fryzjerska byłą super i zadbano o wszystko. Gdyby nie możliwość pracy na takich główkach,pewnie nie odważyłabym się od razu podejść do klienta. A tak, to wyobrażałam sobie, że zamiast klienta pracuje na główce i stres od razu mijał. Grunt to odpowiednie nastawienie. Dzięki temu szybko nauczyłam się fachu i mogłam otworzyć swój własny salon.